Julka, wcale nie BrzydUla
11-12-2009
Julka Kamińska, filmowa Ula Cieplak, wbrzydulę zmienia się tylko na planie serialu Brzydula. W rzeczywistości to bardzo ładna i sympatyczna dziewczyna. Nam zdradza, dlaczego w dzieciństwie omal nie spaliła domu i przeciwko czemu buntowała się jako nastolatka.
W Brzyduli gra swoją pierwszą główną, serialową rolę. Prawie trzy miesiące czekała na informację, że to właśnie ona wygrała casting. Największą zmianą jej w życiu jest przeprowadzka z Gdańska do Warszawy i samodzielne życie z dala od rodziny.
A.T.: Lubisz baśnie?
J.K.: Bardzo lubię baśnie i bajki. Często wracam do filmów Disneya, mój ulubiony to Piotruś Pan.
A.T.: Czy nie myślisz, że Brzydula to właśnie taka współczesna baśń, a Ula Cieplak to Kopciuszek ?
J.K.: Brzydula to Kopciuszek i zarazem Brzydkie Kaczątko. Urocza i zajmująca historia umiejscowiona w polskiej rzeczywistości, naturalnie z happy endem. (śmiech)
A.T.: Jak sądzisz, czy podobna historia mogłaby zdarzyć się w rzeczywistości: brzydula zdobywa serce przystojniaka?
J.K.: Jasne, że tak! Życie pisze najbardziej zaskakujące scenariusze.
A.T.: Co czujesz, kiedy widzisz siebie w lustrze taką odmienioną, przebraną za Ulę Cieplak? Denerwujesz się, że jesteś brzydka? Irytują cię te ciuchy?
J.K.: Nie, ja raczej nie przejmuję się tym, co mam na sobie. Oczywiście, jak każda dziewczyna, lubię ładnie wyglądać, ale to wcale nie jest najważniejsze. Zdaję sobie sprawę z tego, że w tej charakteryzacji wyglądam śmiesznie, ale zarazem bardzo sympatycznie.
A.T.: A aparat, który nosisz na planie możesz zdjąć po zakończeniu zdjęć czy musisz mieć go cały czas?
J.K.: Zdejmuję go, gdy tylko mam okazję. Nosiłam już kiedyś aparat ortodontyczny i nie mam ochoty na powtórkę.
A.T.: Ula, choć niemodnie ubrana jest świetną osobą i wcale nie przejmuje się opiniami innych. Masz kogoś takiego wśród znajomych?
J.K.: Miałam znajomą, która bardzo przypominała postać Uli. Też nie przejmowała się opinią ogółu na swój temat. Wyróżniała się wyglądem, zachowaniem… pod każdym względem była wyjątkowa i mocno kontrowersyjna. Bardzo ją lubiłam. Teraz mieszka za granicą.
A.T.: A czy ty jesteś twardzielką, która też nie przejmuje się tym, co mówią inni i robi swoje?
J.K.: Staram się, choć nie zawsze potrafię się zdystansować do opinii innych. Ale zauważyłam, że im jestem starsza, tym lepiej mi to wychodzi. (śmiech)
A.T.: Ty i Ula macie coś wspólnego?
J.K.: Buduję tę postać „na sobie”, dlatego Ula ma wiele moich cech. Sposób chodzenia, niektóre miny, roztrzepanie... Ponieważ Ula to postać fikcyjna, jej cechy komiczne są nieco przerysowane. Mam tylko nadzieję, że widzowie nie uznają, że przesadziłam.
A.T.: Masz młodszego brata, jakie macie układy – wspieracie się, czy raczej kłócicie?
J.K.: Mamy świetny kontakt. Christian jest wspaniałym chłopakiem, bardzo inteligentnym i wrażliwym. Oczywiście czasem się kłócimy, to zupełnie naturalne ale zdarza nam się to coraz rzadziej.
A.T.: Jest dumny z ciebie? A może sam chciałby zagrać w filmie?
J.K.: Christian, tak jak ja, bawił się w aktorstwo. Występowaliśmy razem na scenie teatru Wybrzeżak, Christian zagrał też mojego kuzyna w serialu Pełną Parą. To zdolny młody aktor i jestem przekonana, że jeszcze niejedna rola przed nim. No i jest bardzo przystojny, a to zaleta w tym zawodzie. Jednak póki co, Chrystek skupia się na nauce w klasie IB w gdańskiej Topolówce.
A.T.: Jesteś córeczką mamusi czy tatusia?
J.K.: Zdecydowanie córeczką tatusia J
A.T.: A do kogo idziesz wypłakać się, gdy jest ci źle?
J.K.: Do mamy.
A.T.: Przechodziłaś etap buntu, kłótni z rodzicami? Jeśli tak, to czy było to bardzo bolesne?
J.K.: Przechodziłam okres buntu, ale to był raczej bunt w wersji lajtowej. Buntowałam się przeciwko znajomym w gimnazjum, przeciwko panującym zwyczajom, które mi nie pasowały, przeciwko obowiązującej w szkole modzie ( śmiech) , ale nie przeciwko rodzicom. Oni mi pomagali. Zawsze dużo rozmawialiśmy i dlatego do dziś mamy świetny kontakt.
A.T.: Brakuje ci rodziny, teraz, kiedy mieszkasz i pracujesz w Warszawie?
J.K.: Oj, bardzo mi ich brakuje. Szczególnie wieczorami, kiedy jestem w domu zupełnie sama. Często rozmawiamy przez telefon, a jak mam tylko wolną chwilę wsiadam w pociąg i pędzę do Gdańska.
A.T.: A jak tam twoje pasje? Masz czas np. na grę na pianinie?
J.K.: W Warszawie nie mam niestety pianina. Za to maluję, trochę piszę, dużo czytam. No i gram, codziennie ( śmiech), ato też moja pasja.
A.T.: Pogadajmy o miłości… Czym jest dla ciebie?
J.K.: Miłość to najpiękniejsze i najważniejsze uczucie. Sprawia, że wiem, po co żyję. Bez miłości nawet największy sukces nie cieszy.
A.T.: Często się zakochujesz?
J.K.: Nie. Często jestem zauroczona, ale to szybko mija. Prawdziwe zakochanie przeżyłam tylko raz w życiu.
A.T.: Jacy chłopcy podobają ci się najbardziej? Masz obraz wymarzonego księcia z bajki?
J.K.: Najbardziej podobają mi się wysocy bruneci o ciemnych oczach. A mój wymarzony książę z bajki powinien dużo się śmiać i być bardzo inteligentny. No i jeszcze powinien lubić sprzątać, bo ja bardzo tego nie lubię. Niestety. ( śmiech)[M14] .
A.T.: Zdarzały ci się zawody miłosne? Jak sobie z nimi radziłaś?
J.K.: Kilka razy byłam kimś rozczarowana ale nigdy, na szczęście, nie przeżyłam prawdziwego zawodu miłosnego.
A.T.: Za chwilę Boże Narodzenie. Z czym ci się kojarzy?
J.K.: Kojarzy mi się z zapachem świerku i dziką bieganiną w domu.
A.T.: Twoje najfajniejsze, najśmieszniejsze wspomnienie związane z Bożym Narodzeniem?
J.K.: Gdy miałam 5 lat dostałam w prezencie wymarzony domek dla lalek. To było niewiarygodne! Naprawdę dostałam dokładnie taki, jaki chciałam! Miał wszystko: tapety, mebelki, dachówki, schody i otwierane okna… To bardzo fajne wspomnienie. Mam też inne -dwa lata później, podczas zabawy, w tym właśnie domku wypaliłam w ścianie dziurę, ponieważ wymyśliliśmy z kolegą zabawę w … pożar. Na szczęście moja mama błyskawicznie opanowała sytuację. ( śmiech)
A.T.: A w tym roku gdzie spędzisz święta? W domu z rodziną, czy może wyjdziesz do ciepłych krajów, bo to ostatnio dość modne?
J.K.: Święta na pewno spędzę w Gdańsku z rodziną. Nie wyobrażam sobie innej opcji .
A.T.: Kogo ze znanych osób zaprosiłabyś do wigilijnego stołu?
J.K.: Nikt konkretny nie przychodzi mi do głowy. Może kogoś, o kim wiedziałabym, że ma zamiar spędzić święta sam...
A.T.: Co chciałabyś dostać od Mikołaja?
J.K.: Dwa tygodnie wolnego. Absolutnego luzuuuu. Marzę o tym. Poważnie.
A.T.: A zaplanowałaś już Sylwestra?
J.K.: Jeszcze nie, ale bardzo chętnie zorganizowałabym jakąś imprezę tematyczną. Może postaci z bajek J?
Rozmawiała Agnieszka Trojan.
Artykuł ukazał się w „13” Magazyn Nastolatki nr 12/2008.