Logowanie

Login
Hasło
Jeśli jeszcze nie posiadasz
Swojego konta zarejestruj się

Hobby

KONIE – tak! Szkoła? NieKONIEcznie!

29-01-2009


„Nie” – to jej ulubione słowo. Czarny – to jedyny kolor, jaki nosi. Wagary – to jej specjalność. Taka właśnie była Marta. Dziś trudno rozpoznać w niej tamtą zbuntowaną dziewczynę.

 

 

    - Martusiu, i co ja mam z tobą zrobić? – szkolna pani psycholog rozłożyła bezradnie ręce. – Czy ty nie rozumiesz, że grozi ci usuniecie ze szkoły?
Znowu przynudza – westchnęła w duchu Marta, oglądając swoje pomalowane na czarno paznokcie. Najchętniej założyłaby słuchawki z muzą Fall Out Boy albo Gorillaz, żeby zagłuszyć tę beznadziejną gadkę. Zawsze słyszała to samo; że się nie uczy, pyskuje nauczycielom i dokucza koleżankom, że przychodzi do szkoły z ciemnymi cieniami na powiekach. A teraz doszły wagary.
    Niech mnie w końcu wywalą, proszę bardzo. I tak nikomu nie będzie mnie brakowało! – rozmyślała ponuro. Nie miała żadnej bliskiej kumpeli, bo te „różowe lalunie”, jak nazywała koleżanki z klasy, paplały non stop o głupstwach, a chłopcy schodzili Marcie z drogi, tak bali się jej ciętych odzywek. Wyśmiewała się z nich, ile mogła. Nie miała litości zwłaszcza dla Kuby, nieśmiałego grubasa z ostatniej ławki pod oknem.
- I co się tak gapisz! Powiedz coś! – irytowało ją, że nie reaguje na zaczepki. Odciąłby się choć raz. Bo co to za satysfakcja docinać komuś, kto zachowuje się tak, jakby nie istniała? Kuba na lekcjach gapił się w okno, a po szkole szybko znikał.
    Marcie zwykle nie spieszyło się do domu. A kiedy już tam dotarła, zamykała się w pokoju, odpalała kompa i wrzucała głośną muzę.
- Każdy przyzna, że do przyjemności nie należy, kiedy mama zjedzie do domu z nowym „tatą” – pisała na swoim blogu. Marta nie mogła zapomnieć, jak było super, kiedy mieszkały tylko we dwie. Czasem przyjeżdżał z zagranicy jej prawdziwy tato i wtedy rodzice mogli się nawet kłócić, a i tak była w siódmym niebie.
- Może kiedyś znów zamieszkamy wszyscy razem? – marzyła wtedy.
    Robiła więc, co mogła, żeby wykurzyć z domu tego nowego „tatę”, ale on nic a nic się tym nie przejmował, zupełnie jak Kuba. Marcie już brakowało pomysłów, kiedy usłyszała o wywaleniu.
- Świetnie, będę taka zła, żeby mnie szczyścili jak najszybciej – postanowiła – może mamie się wtedy zrobi przykro, że nie chodzę do budy! Dzisiaj mam 13 urodziny, a nikt o tym nie pamięta!
 
 Najlepszy prezent na świecie
W domu czekała Martę niespodzianka. Na stole w kuchni leżał karnet na dziesięć lekcji jazdy konnej.
- Znowu chcesz się podlizać? – warknęła w stronę nowego „taty”. Niech nie myśli, że z nią tak łatwo mu pójdzie!
- Myślałem, że lubisz konie? – powiedział spokojnie. Za plecami Marty wisiały na ścianie jej rysunki, wszystkie z tymi zwierzakami. – Jutro sobota, możemy się wybrać. Ale jak nie chcesz, to sami z mamą pojedziemy – wzruszył ramionami.
Martę zatkało. Mógłby ją przecież dłużej namawiać! Była pewna, że tak właśnie zrobi. A ona długo nie dawałaby się przekonać, ale w końcu by pojechała. A tak co? Oni z mamą będą się jutro dobrze bawić, chociaż to przecież ona, Marta kocha konie i to ona zawsze chciała nauczyć się na nich jeździć… No nie! Życie jest niesprawiedliwe!!!
Uciekła do swego pokoju, cisnęła plecakiem o podłogę i rozpłakała się. Ale po kolacji rzuciła od niechcenia:
- Nie zależy mi, ale niech będzie, mogę jechać. Tylko kupcie mi spodnie jeździeckie, bo te moje dresy to obciach!
 
Do serca przytul konia
Nowych spodni nie dostała, ale i tak zapomniała o tym, kiedy tylko przyjechali do stajni. Było tam wiele koni, a każdy piękny jak marzenie. Najbardziej spodobał jej się rudy z białą łatką na głowie. Marta nigdy dotąd nie głaskała miękkich jak welur końskich chrap, które idealnie mieściły się w dłoni.
- To jest arab. Nazywa się Brylant – wyjaśniła instruktorka. Jeszcze chwila i Marta znalazła się w siodle. Nie mogła uwierzyć, że to nie sen… Godzina minęła tak szybko jak przerwa w szkole.
- I jak było? – zapytała ją mama, kiedy po jeździe Marta pożegnała się ze swoim wierzchowcem. Przytuliła się do jego ciepłego boku, a Brylant, w przyjacielskim geście założył głowę na jej ramię. W ogóle się go nie bała, choć był pięć razy większy niż bernardyn sąsiadów.
- Super! Chciałabym kiedyś jeździć tak, jak ten chłopak – nie mogła oderwać wzroku od placu z przeszkodami, na którym skakał jakiś młody jeździec.
- To mój syn, trenuje przed zawodami – pochwaliła się instruktorka. Kiedy podjechał bliżej, okazało się, że to… Kuba z jej klasy!
 Brylantowa dziewczyna
„Brylant rulezz” - taki opis na gronie miała od tej pory. Jej blog wypełniał się wrażeniami z jazdy i pobytów w stajni. Od Kuby dowiadywała się o koniach niesamowitych rzeczy – wiedział o nich prawie tyle, co jego mama! Buzie im się nie zamykały nawet w szkole.
- Zakochana para – podśmiewały się dziewczyny w klasie, ale co to Martę mogło teraz obchodzić! Sama nie wiedziała, kiedy zaczęli gadać ze sobą jak kumple. Chyba, od kiedy powiedziała mu o rozwodzie rodziców i nowym „tacie”. Nie do wiary, ale Kuba przeszedł przez to samo, tylko parę lat wcześniej.
- Było ciężko, ale da się przeżyć. Mówię ci – zapewnił, a Marta mu uwierzyła. W sumie ten nowy „tato” nie był taki zły. Jasne, że to nie to samo, co prawdziwy, ale przynajmniej był cały czas w domu i dbał o mamę. Śmiała się przy nim więcej niż kiedyś i wyglądała na szczęśliwą.
- Moja brylantowa dziewczynka – mówiła czasem do Marty, która czasem, w drodze wyjątku pozwalała przytulać się jak małe dziecko.
No i on wymyślił te konie… Ale czas szybko mijał i urodzinowy karnet się skończył, a na nowy nie było pieniędzy.
 
Zakończenie
Marta od dawna nie opuszczała szkoły i wszczynała awantur, bo nie chciała, żeby mama zabroniła jej chodzić na konie. Bez Brylanta nie wyobrażała już sobie życia. Ale tego dnia miała wielką ochotę tupać nogami, wrzeszczeć albo rzucić tej głupiej Joli z czwartego rzędu jakiś tekst, żeby wreszcie przestała wnerwiająco chichotać.
- Co jest? – zagadnął Kuba, widząc naburmuszoną minę Marty.
- A co ma być?! – naskoczyła na niego. – Starsi nie mają więcej kasy na konie dla mnie. Nigdy już nie będę mogła jeździć na Brylancie!
- Po co się tak od razu złościć? Trzeba było powiedzieć, to poprosiłbym mamę, żeby pozwoliła ci jeździć w zamian za pomoc w pracach stajennych. Nie wiedziałaś, że tak można?
Za miesiąc Marta znów została wezwana do szkolnej pani psycholog.
- Co tym razem? – zastanawiała się. – Przecież chodzę do szkoły, i chociaż orłem nie jestem, to jakoś się uczę. Na głupie zaczepki też nie mam już ochoty, konie są fajniejsze… I nawet nie maluję już paznokci na czarno, bo mi lakier schodzi w stajni.
Weszła do gabinetu ze swoją dawną miną na „nie” i mocno się zdziwiła, bo pani psycholog… uściskała ją.
- Gratuluję. Zakwalifikowałaś się na wakacyjny obóz jeździecki. Mama Kuby mi powiedziała, że sama zarobiłaś na ten wyjazd, pomagając jej przy koniach. Bardzo cię chwaliła, że jesteś taka pozbierana i solidna. Dziewczyna jak brylant, powiedziała. Tylko tak trzymać!
Martę zatkało.. Przyłapała się na tym, że odwzajemnia uśmiech pani psycholog. W końcu nie jest taka zła, może kiedyś zaproszę ją na moje pierwsze zawody – pomyślała.
 
  

Artykuł ukazał się w „13” Magazyn Nastolatki nr 06/2008.

Kolejny numer

Kolejny numer

już18 września!

Nie przegap!!!

więcej

Kalendarium

dzisiejsza
data :
7
WRZESIEŃ
miesiąc : WRZESIEŃ 2010
Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
    01 02 03 04 05
06 07 08 09 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
wybierz miesiąc:
 

“13” Magazyn Nastolatki
Copyright Wydawnictwo Egmont Polska 2009
Wszelkie prawa zastrzeżone
Realizacja: Ideo
Powered by: Edito CMS